Szkolenia medialne. Czy dziennikarz może szkolić?

Prowadzenie szkoleń przez praktyków dla PR-owców, biur prasowych, czy pracowników działów komunikacji dla jednych jest koniecznością i odpowiedzią na zmieniającą się medialną rzeczywistość, dla drugich z kolei jest przykładem korupcjogennego i mało etycznego zachowania niezgodnego z dziennikarskimi zasadami. Co na ten temat sądzą specjaliści z branży?

Symulacja warunków kolegium redakcyjnego na szkoleniu medialnym. Z taką ofertą do potencjalnych klientów pod koniec sierpnia br. wyszli trzej dziennikarze – były redaktor naczelny „Faktu” Robert Feluś, Jacek Pochłopień (do niedawna redaktor naczelny „Wprost”, wcześniej związany z „Forbes”) i były wicenaczelny „Faktu” Jan Domaniewski. Wprowadzając na rynek szkolenia z komunikacji i kierując je do zarządów firm, samorządów, czy pracowników agencji PR zaznaczali, że warsztaty oparte są na autorskim standardzie. „Symulujemy warunki kolegium redakcyjnego, żeby ludzie tworzący projekty lub ich komunikację, mogli się zmierzyć z najtrudniejszym wyzwaniem – jak znaleźć klucz do mediów i nauczyć się go używać” – wyjaśniają twórcy na facebookowym profilu „Warsztaty College Method”. Jak dodają, w przeciwieństwie do wielu szkolących, posiadają ogromne doświadczenie, bo na własnej skórze przekonali się, co znaczy walka o temat czy o uwagę i uznanie opinii publicznej. Swoje warsztaty dzielą na trzy moduły: część teoretyczną podczas której pokazują jak działa bariera mediów i co może ją przełamać, oraz tłumaczą na czym polega relacja na linii: podmiot komunikujący-media-opinia publiczna; część warsztatową podczas której symulowane są warunki prawdziwego kolegium redakcyjnego, gdzie prowadzący wcielają się w media niechętnie nastawione do tematów uczestników, odrzucają je i uzasadniają swój wybór oraz część trzecią, w której pokazują jak wzmocnić zgłaszane tematy.
Luiza Jurgiel- Żyła, prezeska Polskiego Stowarzyszenia Public Relations i PR manager Cresa Polska jest zwolenniczką korzystania z wiedzy praktyków. – Najlepszym modelem szkolenia medialnego jest spotkanie stworzone we współpracy PR-owca z dziennikarzem. W mojej opinii taka współpraca jest coraz częściej konieczna, skutecznie przyczynia się bowiem do poprawiania jakości materiałów, które pojawiają się w mediach. Im więcej osób będzie świadomych tego, czego oczekują dziennikarze, tym przyjemniejsza będzie ich praca, a czytelnicy, czy widzowie nie będą częstowani przygotowaną w określony sposób marketingową papką. Niewytrenowani eksperci branżowi często zastępowani są przez ekspertów od wszystkiego właśnie przez to, że ci drudzy lepiej czują media i ich odbiorców. Nie sądzę także, by tego rodzaju współpraca była nieetyczna. Przekroczeniem granicy etyki dziennikarskiej byłoby faworyzowanie szkolonych przez siebie osób, czy podjęcie decyzji o milczeniu na temat firmy, którą się szkoliło. Nie słyszałam jednak o takiej sytuacji i głęboko wierzę, że nie ma takiego zagrożenia – wyjaśnia Jurgiel- Żyła.
Innego zdania jest Robert Socha, dziennikarz programu „Superwizjer” w TVN. – Dziennikarz nie powinien szkolić, bo to nieetyczne i korupcjogenne. Nie potrzeba do tego kodeksu etyki, to wynika z istoty naszego zawodu. Mamy być bezstronni. Jeśli ktoś przyjmuje komercyjne zlecenia na szkolenia to sam podkopuje swoją wiarygodność i już na pewno w przyszłości nie powinien w żaden sposób zajmować się pisaniem o firmie, dla której szkolił. To rodzi pokusę kupowania przychylności dziennikarza przez zlecanie mu szkoleń. Jeśli ktoś chce się zajmować prowadzeniem komercyjnych szkoleń medialnych powinien zrezygnować z dziennikarstwa. Dziennikarstwo to misja, której nadrzędnym celem jest patrzenie wszelkiej władzy na ręce, także władzy firm i korporacji, a nie wchodzenie z nimi w interesy – mówi Socha.

Piotr Zieliński medialeaders szkolenia

Szkolenia znanych dziennikarzy

Firmy zainteresowane dziennikarskimi szkoleniami mogą wybierać w ofertach w ofertach bardziej i mniej znanych nazwisk. Marcin Prokop, na co dzień prowadzący „Dzień dobry TVN” do oferty swojej agencji mówców Power Speech oprócz wystąpień przed szeroką publicznością, wprowadził do szkolenia medialne, które prowadzi w niewielkich grupach do 8 osób lub indywidualnie. „Szkolenie z występów publicznych daje uczestnikom użyteczne, eksperckie narzędzia, niezbędne przy wszelkiego rodzaju prezentacjach, przemowach oraz kontaktach z mediami” – tłumaczy na swojej stronie internetowej. Podczas 5-godzinnego szkolenia można nauczyć się właściwej pracy z mikrofonem, nagłośnieniem i oświetleniem scenicznym oraz kamerą, otrzymać wskazówki dotyczące właściwego przygotowania wystąpienia. Przeprowadzane są także praktyczne ćwiczenia dykcyjne. Dziennikarz omawia także to, jak ważna jest praca z mową ciała, jak kontrolować stres oraz redukować tremę, oraz jak radzić sobie w sytuacjach trudnych i kryzysowych. Szkoleniowcem od wielu lat jest także Tomasz Kammel, dziennikarz Telewizji Polskiej, który w swojej ofercie ma m.in. 7-godzinne szkolenie ze sztuki prezentacji i wystąpień publicznych, oraz warsztaty dla większych grup (nawet 60-osobowych) w których doskonalone są ich umiejętności prezentacyjne. Ofertę uzupełnia o trening medialny przygotowujący do pracy z kamerą, czy indywidualne konsultacje z wystąpień publicznych oraz kontaktów z mediami trwające 90 minut.

Tomasz Michniewicz, podróżnik, dziennikarz, pisarz i także szkoleniowiec nie uważa, żeby dziennikarze świadczący usługi szkoleniowe z zakresu współpracy z mediami czy występów publicznych automatycznie mieli łamać zasady etyki zawodu. – Mają doświadczenie i umiejętności, których nie da się zdobyć inaczej, jak tylko pracując w mediach. Pewności siebie przed kamerą czy na scenie nie da się nauczyć teoretycznie – nie można się wystarczająco naczytać, żeby nabrać pewności siebie. Jeśli więc nie dziennikarze pracujący codziennie przed kamerą mieliby tego uczyć – to kto miałby to robić – tłumaczy. Bierze pod uwagę jednak taką sytuację, że tak jak w każdej branży – i w tej może dochodzić do dyskusyjmych zachowań. – Nieetyczna byłaby sytuacja, w której dziennikarz w ramach szkolenia, choćby tylko nieoficjalnie, jakby w ramach tzw. offsetu do umowy szkoleniowej proponował dostęp do czasu antenowego czy na łamy swojego medium. „To ja was tu przeszkolę z budowania informacji prasowej, ale wie pan, panie prezesie, jakiś wywiad damy radę ustawić, niech się pan nie martwi”. Takie dysponowanie to zwyczajna korupcja – byłoby skandaliczne. A czy to się zdarza – oczywiście, że tak. Spotykałem się z takimi sytuacjami. Najwyraźniej na coraz słabszym rynku medialnym etyka przegrywa ze spłatą raty kredytu – mówi Michniewicz.

Problemy z dziennikarską etyką

W Polsce problem z dziennikarską etyką jest dużo szerszy. W kraju działają dwie dobrowolne organizacje zawodowo zrzeszające dziennikarzy – Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich (liczące ponad 2,7 tys. członków) i Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej. Obie formacje mają zawodowe kodeksy etyki, które obejmują wyłącznie ich członków a nie dziennikarzy jako takich. W „Kodeksie Etyki Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich” mowa jest o „rzetelnych i bezstronnych informacjach” i tym, że „dziennikarzowi nie wolno zajmować się akwizycją oraz brać udział w reklamie i public relations – wyjątkiem mogą być jedynie akcje społeczne i charytatywne”, a w „Dziennikarskim Kodeksie Obyczajowym (Kodeksie Etyki Dziennikarzy)” SDRP, że „dziennikarzowi nie wolno przyjmować od nikogo żadnych korzyści dla siebie lub rodziny za zamieszczenie lub niezamieszczenie materiału dziennikarskiego” oraz że „niedopuszczalne jest zamieszczanie materiałów o charakterze kryptoreklamy, reklamy w prasie i mediach elektronicznych, w przygotowaniu których współuczestniczą dziennikarze”. Jak tłumaczy Małgorzata Smolak, prawniczka będąca członkiem Komisji Dziennikarzy i Dziennikarek przy Instytucie Reportażu, tłumaczy, że powyższych kodeksów nie należy rozpatrywać w kategoriach prawnych tylko etycznych. – To jest trochę tak, jak z zawodem psychoterapeuty. Są różne organizacje zrzeszające i one maja swoje kodeksy, więc jeśli ktoś do nich przynależy, to pacjent ma pewność, że taki psychoterapeuta skończył szkolenia i przestrzega danego kodeksu etycznego, ale prawnie nic to nie zmienia – wyjaśnia Smolak.

Własny dokument omawiający zasady etyki dziennikarskiej, który obowiązuje jej pracowników ma także np. Telewizja Polska. Serwis Oko.press pod koniec 2016 roku sprawdzał, czy ówczesnych dziennikarzy „Wiadomości” TVP 1 – Krzysztofa Ziemca i Ewę Bugałę (nie pracuje już przy programie – dop. red.) można wynająć do prowadzenia szkoleń dla urzędników i polityków z MSWiA. Jakub Stachowiak, dziennikarz Oko.press podając się za fikcyjnego urzędnika „Departamentu Organizacji Wydarzeń Promocyjnych MSWiA”, próbował wynająć Ziemca i Bugałę do poprowadzenia szkolenia dla urzędników i szefa resortu i polityka PiS Mariusza Błaszczaka. Szefowa działającego w Telewizji Polskiej impresariatu powiedziała wówczas, że musi zapytać o zgodę dyrektora TAI (Telewizyjnej Agencji Informacyjnej – dop. red.), ale stwierdziła, że jej zdaniem to możliwe. „Ale wtedy musielibyśmy to zorganizować w inny sposób, żeby to nie rozeszło się szerokim echem” – zastrzegła. Biuro prasowe TVP odpowiedziało z kolei redakcji oficjalną drogą, że „dziennikarze programów informacyjnych TVP nie prowadzą i nie mają pozwolenia na prowadzenie komercyjnych szkoleń w ramach Akademii Telewizyjnej oraz innych, w których szkoleni są politycy”.

szkolenia medialne medialeaders

Uczenie PR-owców

Szkoleniami omawiającymi zasady pracy w mediach zajmują się jednak nie tylko najbardziej rozpoznawalni dziennikarze. Mateusz Święcicki, komentator sportowy i dziennikarz Eleven Sports przyznaje, że przy takich zapytaniach każdorazowo analizuje taką możliwość. Na koncie ma np. szkolenie dla kadry akademickiej Akademii Górniczo-Hutniczej. – Jedyny dziennikarski kodeks jaki istnieje to ten, którym kierujemy się my sami. Ważne, żeby nie dochodziło do konfliktu interesów, ale po części rozumiem tych, którzy i takie zasady moralne łamią. Pieniądze są kuszące, a dziennikarska rzeczywistość coraz słabsza. W mediach nie ma pieniędzy a coraz więcej dziennikarzy nie pracuje, tylko współpracuje z redakcjami co wiąże się z dużo mniejszymi honorariami – mówi Święcicki.
Tomasz Michniewicz, dziennikarz i szkoleniowiec wyjaśnia, że nieetycznym elementem może być zdradzanie kulis pracy swojej redakcji. – Większość szkoleń skupia się na uniwersalnych umiejętnościach jak standardy współpracy z mediami, formułowaniu przekazu, czy zachowanie przed kamerą. Z etycznego punktu widzenia to niegroźne obszary. Kawałek dalej na tej ścieżce widziałbym różnego rodzaju wskazówki jak podejść dziennikarza, żeby zainteresować go tematem, przy uwzględnieniu dzisiejszych rynkowych realiów pracy w redakcji. Potem jest granica etyki, a za nią sprzedawanie w ramach szkoleń na przykład baz danych dziennikarzy, kontaktów do wydawców czy producentów, informacji o listach redakcyjnych ekspertów, na których warto byłoby się znaleźć, albo – to by już był skandal – wpisanie klienta na taką listę, by wpadł do obiegu medialnego. Podobnie oceniłbym zdradzanie kuchni pracy konkretnej redakcji – kto, jak i dlaczego wybiera takie a nie inne tematy, czy lepiej odezwać się we wtorek, czy w sobotę, kogo omijać, do kogo się odezwać – mówi Michniewicz, który sam prowadzi szkolenia z występów publicznych – konstrukcji wypowiedzi, zachowania na scenie, retoryki, czy formułowania przekazu w sposób atrakcyjny. – Mam wrażenie, że to są umiejętności, których powinniśmy uczyć w szkole, jak w krajach anglosaskich czy Skandynawii. Bardzo brakuje ich na rynku – każdy bez trudu przypomni sobie panią prezes czy pana dyrektora, który po wyjściu na scenę firmowego podsumowania roku w dziesięć minut uśpił cały zespół albo cały spocony, z głosem uwiezionym w gardle cierpiał przez pół godziny w świetle reflektorów. Tymczasem umiejętność występów tego typu można wyćwiczyć – to seria dość prostych tak naprawdę zasad i sposobów, które każdy może przyswoić, trenując choćby na rodzinnych toastach. Drugim zakresem szkoleń, którymi się zajmuję są kontakty z mediami – i powiedziałbym, że to praca niemal misyjna. Ręka w górę, komu życia nie uprzykrzają namolni PR-owcy, wciskający tematy, które nijak się mają do naszej pracy i setki maili w skrzynce, które kasujemy nawet bez otwierania. Jednocześnie jako dziennikarze tematów potrzebujemy zawsze, więc ułatwmy sobie zadanie i uczmy PR-owców, co nas interesuje i z czym warto do nas przychodzić – mówi.

Praktyczna wiedza na szkoleniach

Przemysław Przybylski, rzecznik prasowy Credit Agricole Bank Polska także dostrzega potrzebę współpracy dziennikarzy z osobami zajmującymi się komunikacją. – Nie widzę w tym nic złego, że praktyk, który na co dzień pisze teksty w gazecie albo przygotowuje newsy do telewizji, wyjaśnia na czym polega jego praca i jakie są potrzeby jego redakcji. Ważne tylko, by dostosować profil szkoleniowca do potrzeb swojej firmy: nie ma sensu, żeby bankowców szkolił np. dziennikarz zajmujący się na co dzień polityką. Dla mnie szkolenia prowadzone przez dziennikarzy dla rzeczników lub prezesów są formą budowania wzajemnego zrozumienia i zaufania – mówi Przybylski. Zapytany o korupcjogenność zarzuty odpiera. – Im więcej dziennikarze wiedzą o funkcjonowaniu firm czy instytucji, a rzecznicy czy prezesi o specyfice pracy redakcji, tym łatwiej o dobrą współpracę obu stron. Sam fakt wymiany wiedzy nie jest niczym złym. Nieetyczne może być dopiero wykorzystywanie znajomości z dziennikarzem do wywierania na niego nacisków, albo namawianie go do określonego działania. Ale to można robić również na spotkaniu przy kawie – czy to oznacza, że należałoby zakazać picia kawy? Dobry dziennikarz, który kieruje się w swojej pracy zasadami etyki zawodowej, nie będzie miał problemu żeby napisać rzetelny tekst o firmie, w której wcześniej prowadził szkolenie. A złych dziennikarzy nie warto zapraszać na szkolenia. Bo będą nic nie warte – wyjaśnia Przybylski. Podobnego zdania jest Łukasz Walewski, obecnie właściciel agencji Walewski PR, a wcześniej dziennikarz Polskiego Radia i Radia Zet. – Im szerzej dziennikarze wyjaśniają jakiego typu zachowań i współpracy oczekują – tym lepiej dla wszystkich. Zarówno odbiorców ich szkoleń, telewidzów, słuchaczy, czytelników jak i samych dziennikarzy. Nie widzę w tym niczego nieetycznego. Klasyczna sytuacja typu win-win. Więcej atrakcyjnych treści i dobrze opowiedzianych historii. Sam jako były dziennikarz szkolę, a obecnie jako PR-owiec każdą radę od koleżanek i kolegów dziennikarzy przyjmuję z pokorą – mówi.
Drogę od dziennikarza do szkoleniowca przeszedł także Grzegorz Miecznikowski, pracujący wcześniej w „Gazecie Wyborczej” a dziś trener nowych mediów, m.in. wykorzystania LinkedIn czy socialmediów w komunikacji. – Po zamianie ról odczułem niechęć jedynie ze strony dziennikarzy. Niektórzy przestali się ze mną nawet witać na konferencjach prasowych czy kiedy mijaliśmy się na ulicy, jakbym sprawił im osobisty zawód. Były też rozmowy trudne i nieprzyjemne, że w tym PR nie ma przyszłości a ja marnuję swój talent, swój warsztat, swoją empatię. A ja po prostu postanowiłem wykorzystać je inaczej – mówi Miecznikowski. Jak dodaje, największe obawy budziło to, że zacznie, mając ich prywatne telefony, po prostu ich nękać w sprawach zawodowych albo wykorzystywać relacje do wymuszania publikacji. – Zaczynałem w gazecie lokalnej, więc mówiono mi, że tematy „leżą na ulicy”. Dzisiaj jak wchodzę do firmy szkolić z komunikacji, kiedy ktoś mówi, że firma jest nieinteresująca powtarzam to samo. I szybko jestem w stanie znaleźć interesujące tematy na teksty czy informacje prasowe. Warsztat dziennikarski to także umiejętność jasnego przekazywania myśli i dopasowywania ich do czytelnika. Będąc dziennikarzem już wtedy zająłem się szkoleniami. Jako członek Stowarzyszenia Polis oraz European Youth Press, szkoliłem młodych dziennikarzy, a potem firmy, działy komunikacji a nawet instytucje. Jeśli nie łamie to kodeksu etycznego dziennikarza, nie obiecuje się nic czego nie powinno się obiecywać w ramach szkolenia albo nie jest to tzw. przekupstwo pracownika mediów, żeby publikował informacje, to jest to moim zdaniem do pogodzenia – dodaje Miecznikowski.

trening medialny kamera

Dziennikarze wykładowcy

Wśród anonimowych rozmów z dziennikarzami wyłania się jeszcze jedna kategoria szkoleń komercyjnych – współpraca z uczelniami. Zdaniem części z nich, jeśli dziennikarz otrzymuje honorarium za wykład, prelekcję, czy podejmuje stałą współpracę z takim podmiotem, w zasadzie nie różni się to od komercyjnej współpracy z firmami, czy agencjami PR. Według Eweliny Średzińskiej, dyrektora ds. PR Centrum Rozwoju Szkół Wyższych TEB Akademia, założyciela grupy Wyższych Szkół Bankowych bycie wykładowcą w szkole wyższej czy na uniwersytecie nie jest tożsame z byciem szkoleniowcem dla firm. – Nie każdy wykładowca chce pracować jako trener, są tacy, którzy czas poza salą wykładową wolą poświęcić np. na działalność naukową. W przypadku naszych uczelni wyraźnie stawiamy na praktyczny wymiar kształcenia, czyli na wykładowców-praktyków, którzy są przedsiębiorcami, pracownikami banków, agencji reklamowych, trenerami, konsultantami czy doradcami. Swoją praktyczną wiedzę przekazują oni potem na wykładach i warsztatach. Taki wykładowca to dla studentów i słuchaczy podwójna wartość. Rozumiem, że osoby, które pojawiają się na szkoleniach u dziennikarzy to osoby związane z public relations i komunikacją, a za nimi zwykle stoi jakaś marka, produkt, biznes. Stąd pewnie obawa środowiska dziennikarskiego o etykę i obiektywizm przy dalszej ewentualnej współpracy. Wszystko jednak moim zdaniem zależy od osobowości dziennikarza, który prowadzi szkolenia. Jeśli jest osobą, która postępuje nieetycznie, nie musi nikogo szkolić, by mieć okazję do niewłaściwych zachowań. Ja patrzę jednak na szkolenia prowadzone przez dziennikarzy z zupełnie innej perspektywy – dla mnie to przede wszystkim dzielenie się wiedzą. Często bezcenną. Zakładam, że jeśli dziennikarz opowiada nam o tym, jak wygląda proces powstawania tytułu, albo jak skonstruować idealną wypowiedź przed kamerą – to nie ma w tym nic nieetycznego. Kto miałby ma nas nauczyć tego lepiej niż sami dziennikarze. To oni doskonale wiedzą, czego potrzebują w swojej codziennej pracy. Wiedza uzyskana od praktyka jest tu dla mnie zdecydowanie cenniejsza niż podręcznikowe teorie – mówi Średzińska. Ze swoją przedmówczynią zgadza się Robert Socha, dziennikarz „Superwizjera TVN”. – Bycie wykładowcą szkół wyższych, czy uniwersytetów to inna sprawa. Dziennikarz może i powinien występować w roli wykładowcy, zwłaszcza na kierunkach dziennikarskich, komunikacji społecznej itp., pamiętając przede wszystkim o tym, że jest dziennikarzem – dodaje Socha.

Złoty środek

Były dziennikarz Grzegorz Miecznikowski podsumowując chęć zajmowania się szkoleniami przez dziennikarzy wyjaśnia, że prawie zawsze chodzi o względy finansowe. – Po pierwsze szkolenia to lepsze wynagrodzenie, pozwalają utrzymać się dziennikarzowi albo dofinansować swoje wojaże reporterskie, na które często trzeba dokładać z własnej kieszeni. Po drugie to także dobre uzupełnienie pracy w redakcji, a po trzecie – jest zapotrzebowanie na to. Coraz częściej firmy chcą zatrudniać praktyków, kogoś kto tematem zajmuje się na co dzień, bo takie osoby mają najwięcej do powiedzenia i mają najbardziej konkretną wiedzę.

Katarzyna Meissner, dyrektor Biura Sponsoringu i Projektów Relacyjnych Santander Bank Polska, choć nie korzystała z tego typu szkoleń twierdzi, że jeśli taka współpraca pomiędzy firmą a dziennikarzem jest oficjalnie poprowadzona – to obie strony pilnują, żeby zarzuty co do braku bezstronności, czy ewentualnej korupcji się nie pojawiły. – Pomysłem i dobrym wyjściem jest też organizowanie takich szkoleń cross-segmentowo, czyli np. dziennikarz sportowy szkoli prezesa banku – mówi. – Nie jest moją rolą usprawiedliwianie dziennikarzy, którzy szkolą za pieniądze. Jeśli to robią i do tego świetnie im idzie to powinni się zastanowić nad zmianą zawodu i zostać szkoleniowcami. Kryzys, brak stałych miejsc pracy itp. jest w tym wszystkim drugorzędny. Dziennikarz po prostu nie powinien tego robić, bo takie działania tym bardziej przyczyniają się do kryzysu dziennikarstwa i uderzają w wiarygodność całego zawodu. Dziennikarz to nie jest człowiek do wynajęcia – dodaje jednak Robert Socha z TVN. – Z dziennikarstwa nigdy się nie wyrasta… i pewnie większość ex-dziennikarzy, w głębi ducha tęskni za jeżdżeniem, rozmowami z ludźmi, byciem w centrum ważnych wydarzeń – polemizuje z kolei Grzegorz Miecznikowski, będący dziś ekspertem LinkedIn i strategiem Social Sellingu. – Pewne nawyki zostają na zawsze. Jedziesz na wakacje, ale obserwujesz ludzi, wolisz zapuszczać się w mniej turystyczne rejony, żeby poznawać „prawdziwe życie”, a nie to kurortowe. Zresztą dzisiaj z nas każdy jest dziennikarzem – łatwo można założyć bloga, codziennie relacjonujemy ważne wydarzenia w mediach społecznościowych i ja też mam swoją stronę, gdzie mam pełną dowolność tego o czym piszę – jestem sam sobie redaktorem, dziennikarzem i korektorem. I naprawdę realizuje się w tym co robię, ale myślę że jeszcze kiedyś porwę się na bardziej reporterską podróż, taką o której zawsze marzyłem i może wykorzystując doświadczenia – zarówno te nabyte w marketingu i PR, które pozwalają informacje dobrze handlować i te dziennikarskie, które informacje pozwalają tworzyć w sposób poruszający i czytelny – dowie się o niej cały świat – mówi.

Piotr Zieliński
Linkedin – profil autora

Od autora:

Na pomysł tekstu wpadłem w odniesieniu do własnych doświadczeń. Po prawie 11 latach współpracy z telewizją TVN, będąc dokumentalistą, reporterem, scenarzystą, szefem redakcji, a ostatnio wydawcą programu „Dzień Dobry TVN” rozstałem się z firmą i założyłem własny startup MediaLeaders mający docelowo być platformą szkoleń z dziennikarskimi praktykami. Do inicjatywy tej dołączyli: Piotr Piłat (Reuters), Renata Gluza (dziennikarka i redaktorka), Daniel Rząsa (redaktor naczelny portalu 300gospodarka.pl, wcześniej teaching fellow w Google News Lab).
Duża liczba kodeksów dziennikarskiej etyki, brak jednorodności środowiska dziennikarskiego i silna polaryzacja wśród tych, którzy ten zawód tworzą dostarcza jednego i zasadniczego problemu – jak rozpatrywać współpracę z instytucjami, czy firmami i gdzie szukać odpowiedzi na tego rodzaju pytania? Moralności zawodowej nie sprzyja rozbicie stowarzyszeń dziennikarskich. Dużo się nad tym zastanawiałem i wciąż nie znalazłem na to odpowiedzi. Ocena moralna tego czym się zajmujemy, należy do nas samych, przy czym należy pamiętać, że jeśli czujemy się dziennikarzami to w ramach wykonywania tego zawodu, formalnie czy nie – powinien cechować nas obiektywizm i uczciwość.

kopiuj tekst pobierz jako docx

27 thoughts on “Szkolenia medialne. Czy dziennikarz może szkolić?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.