Ma 30 tys. fanów na instagramie, otworzyła markę Closh podczas epidemii. Patrycja Jaskot, blogerka czy bizneswoman?

Jedna z najbardziej aktywnych blogerek w Polsce, miłośniczka podróży i bizneswoman. Patrycja Jaskot, w sieci znana jako TraveLover zaangażowała się w nowy projekt i stworzyła ekologiczną markę modową Closh. Jak buduje swój wizerunek i dlaczego zdecydowała się otworzyć biznes w trakcie panującej epidemii koronawirusa?

Travelover closh

Dziennikarka, reżyserka, blogerka, czy bizneswoman? Kim się dziś najbardziej czujesz?
W momencie kiedy postanowiłam odpocząć od pracy w telewizji, okazało się że ze swoimi umiejętnościami i pomysłami nadaję się do przeróżnych projektów. Bloga założyłam dużo wcześniej, bo uwielbiam podróżować i przez długi czas prowadziłam go równolegle z pracą w telewizji. To było dla mnie spójne i naturalne, bo wciąż mam duszę reportera, tego nigdy chyba nie można się pozbyć. Reporterskie spojrzenie, ciekawość świata i ludzi, stawianie pytań i chęć bycia blisko ludzi czuję najbardziej w podróży. Jako blogerka mogę przekazać innym to co chcę. Jestem twórcą własnego kontentu. Mojej pracy nie ocenia wydawca, czy producent.

Zbudowałaś w ten sposób swoją markę osobistą, która przełożyła się na realny biznes.
Własna marka modowa to coś, co mnie wciąga z każdym dniem bardziej. Opracowywanie strategii, kalkulacje, marketing. Lubię mieć wyzwania i cele. Lubię tworzyć coś od zera. To tak jak z materiałem dziennikarskim – najpierw jest temat, potem go zgłębiasz, dokumentujesz, szukasz bohaterów, realizujesz go i montujesz. A potem oglądasz wiele razy i wciąż coś byś zmienił, ale nadchodzi deadline.

Deadline dla twojej marki Closh przypadł na rozpoczynającą się epidemię koronawirusa. Jak pojawił się pomysł na koncept ekologicznej marki? Wpływ miały twoje podróże?
Po wielu podróżach i miesiącach spędzonych w Azji Południowo-Wschodniej przekonałam się o tym na własne oczy jak plastik niszczy naszą planetę. Wierząc w metodę małych kroków i siłę social mediów zaczęłam o tym głośno mówić. Wypowiadałam się w mediach na temat moich obserwacji i doświadczeń. Obserwujące mnie osoby zaczęły pisać, że dzięki moim wpisom, tekstom zaczęły redukować plastik ze swojego otoczenia. Własna marka w duchu eko byla kolejnym krokiem.

Nie każdy w takiej sytuacji zacząłby myśleć o założeniu biznesu. Branża modowa jest chyba dość konkurencyjna?

Czy zastanawiałeś się ile plastiku jest w twojej szafie? W przypadku kobiet na pewno jest tego jeszcze dużo więcej. Nylonowe, czy akrylowe sukienki, swetry, żakiety. Marką Closh chcę wyjść temu naprzeciw. Zachęcać do świadomych wyborów.

closh store eko


Dlaczego ten koncept jest inny od innych, modowych marek? Szczególnie tych, które zostały stworzone w oparciu o zbudowaną społeczność w socialmediach?

Szyjemy z takich surowców jak bambus czy eukaliptus. Dużym wyzwaniem było znalezienie odpowiednich tkanin od wiarygodnych, certyfikowanych producentów. Nie sądziłam, że research w tym temacie może trwać tyle miesięcy. Wydawało mi się, że skoro tyle mówi się o ekologii te tkaniny są bardziej dostępne. Tak nie było.

Co masz na myśli?
Od początku chciałam stawiać na jakość, a nie na ilość. Miałam dość wysokie oczekiwania w stosunku do materiałów, czy szwalni. Używanych materiałów i najmniejszych detali. Spędziłam nad tym dużą ilość czasu.

Jaki był efekt twoich poszukiwań?
Jako marka działamy lokalnie. Szyjemy w Polsce, w niewielkiej pracowni pod Łodzią. Każda sukienka jest szyta ręcznie, pakowana i wysyłana przez nas samych. Chcemy podarować tym samym część naszej miłości do przyrody i ekologiczne wartości. Wiele inspiracji przywiozłam właśnie z podróży. Pierwsza kolekcja Oriental Vibes nawiązuje do superfood’sów z Azji.

closh marka

Muszę cię przeprosić, ale na myśl przychodzi mi od razu PadThai.
To częste i zabawne skojarzenie. Ale póki co nie ma takiego produktu, choć to dobra podpowiedź na prima-aprilis w przyszłym roku. W pierwszej kolekcji można znaleźć sukienkę o nazwie Matcha, Chilli, Ginger, Coconut, czy Lemon Grass – czyli wszystko najlepsze co daje azjatycka ziemia.

Jak mówiłaś, ekologiczne podejście do życia wzięło się z podróży. W jak wielu krajach byłaś?

W ostatnim roku spędziłam zagranicą ponad 130 dni, byłam w 19 krajach, w niektórych po kilka razy, np. w Indonezji, a dokładnie na Bali. Moje ekologiczne podejście wzięło się tak naprawdę z buntu. Dużo czasu spędzam w Azji Południowo-Wschodniej i choć kocham tą część świata, ludzi, energię, przyrodę, kuchnię to tak samo jestem przerażona wszechobecną ignorancją.

closh store jaskot

Ignorancją w stosunku do dbałości o otoczenie?
Wyobraź sobie, że jesteś w Wietnamie, odwiedzasz wioskę niedaleko Mui Ne, która słynie z produkcji słynnego, wietnamskiego sosu rybnego. Z góry widzisz urocze łódeczki w kształcie okrągłych baniek, w których fermentują ryby. Spektakularny widok na niekończący się ocean. Schodzisz na dół i zamiast słyszeć dźwięk szorstkiego piasku i muszli pod butem, deptasz po plastikowych butelkach. Obok panie zajadają placki ryżowe i rzucają sobie śmieci pod nogi. W łódeczce na brzegu siedzi pan i duma. Klapek zsuwa mu się z nogi, ale nie spada na piasek, tylko na kapsle i plastikowe nakrętki, odbija się od opakowania po paście do zębów. Co czuję ja? Szlag mnie trafia. Podobnych historii z Bali, Tajlandii, Filipin, czy Kambodży mogę wymienić wiele.

Jak to wygląda z twojej, podróżniczej perspektywy?
Z jednej strony widzę ten prezent jaki Ci ludzie dostali od Matki Natury w postaci wspaniałej przyrody i klimatu, a z drugiej rażą mnie braki w systemie, w edukacji i myślę sobie ile jeszcze? Ile pokoleń jeszcze zobaczy taki Wietnam. Czy za kilka lat będziemy podziwiać te miejsca już tylko na zdjęciach? Podobnie jest z popularnym od lat Bali. Można się w tym miejscu zakochać i trafić do magicznej krainy pełnej dzikiej natury pachnącej tropikalnym deszczem i uduchowionych, łagodnych ludzi. Ale można się i rozczarować, trafiając do imprezowej Kuty pełnej śmieci, czy widząc ścieki i odpady odprowadzane na plaży prosto do oceanu równo ze wschodem słońca.

Miałaś gotowy plan, koncepcję, uszytą kolekcję i… cały świat stanął z powodu walki z epidemią koronawirusa. Jak udało ci się uruchomić biznes w tym trudnym dla wszystkich czasie?
Wystartowaliśmy ze sprzedażą online dwa dni po ogłoszeniu w Polsce restrykcji związanych z kwarantanną. „Nie otwieraj biznesu w kryzysie” – mówili znajomi. A ja zrobiłam odwrotnie, po swojemu. Nasze działania i komunikacja poszły za daleko, by tuż przed finiszem wycofać się i odłożyć projekt na przyszłość, a przy tym stracić zainwestowane pieniądze. Trudno było znaleźć argumenty przemawiające racjonalnie za którąkolwiek z opcji, bo odkąd żyję pandemia świata nie opanowała. Otworzyć sklep online z ekologicznymi ubraniami dla kobiet, czy nie otworzyć i poczekać do lata? Czy ludzie w czasach zarazy będą myśleć o zakupach? Czy może jednak ubrania nie staną się w obliczu zaistniałej sytuacji potrzebą priorytetową? A może wręcz odwrotnie, kobiety będą chciały poprawić sobie humor, kupią nową sukienkę, będą wyczekiwać lata i lepszych czasów. Dodatkowo fakt, że wybrały lepiej dla siebie i dla naszej planety może poprawi im nastrój? Na żadne z tych pytań nie znałam odpowiedzi i nie znam do dziś.

closh store

Biznesowy charakter wziął górę?
Wiedziałam, że na ostatniej prostej nie mogę się wycofać. Chociażby ze względu na to, że na premierę marki czekało przynajmniej kilkadziesiąt tysięcy osób, tworzących moją społeczność w social mediach na moim profilu podróżniczym @travelover.pl. Mieliśmy ogromnego farta, bo dosłownie z wszystkimi przygotowaniami do startu wyrobiliśmy się na styk. Kilka dni przed ogłoszeniem pandemii zrealizowaliśmy sesję zdjęciową i lookbook’a, skończyliśmy kolekcję, trafiły do nas wszystkie niezbędne akcesoria do pakowania zamówień, skończyliśmy stronę internetową. Nawet ekologiczne metki dowiozłam do szwalni na dzień przed kwarantanną. Cały dalszy proces prowadzenia tego biznesu nie wymagał od nas wychodzenia z domu. Zamiast osobiście odbierać ubrania ze szwalni, zdecydowaliśmy, że na kilka transz zostaną one dostarczone kurierem. Wszystkie zamówienia konsultowałam ze szwalnią i pracownią konstruktorki telefonicznie albo mailowo. Wyrozumiali producenci tkanin sami dostarczali nam belki tkanin do pracowni.

Myślisz, że w tym biznesie pomogła ci twoja druga aktywność – blogowanie i rozpoznawalność?

Gdybym nie była rozpoznawalna w sieci i nie miała ponad 30-tysięcznej społeczności, nie zdecydowałabym się na otwieranie marki modowej, zupełnie od zera. Od początku powstawania marki Closh komunikowałam jej postępy i kolejne kroki. Budowanie napięcia, przemycanie nowości i odliczanie do wielkiego otwarcia, sprawiło, że w chwili startu sklepu online padły serwery, a my przez najbliższe tygodnie mieliśmy ręce pełne pracy.

Czy tak dużą społeczność udało Ci się zbudować dzięki dziennikarskiej pracy? Np. dzięki temu, że mogłaś relacjonować niesamowite miejsca podczas służbowych podróży, chociażby tych związanych z programem „Azja Express”?
Przemycałam telewizję od kuchni, pokazywałam content z zagranicznych realizacji, zamiast tematów związanych z pokazywaniem zawartości kosmetyczki i opowieściach o traumach z dzieciństwa, rozmawiałam z gwiazdami o podróżach. Jednak to właśnie relacje z podróży, moja największa pasja, były głównym założeniem traveLover od samego początku. Chciałam pokazywać świat po swojemu, zwracać uwagę na to co piękne, ale też ważne i trudne.

Gdybyś miała zdradzić pięć trików na to jak prowadzić dobrze konto na instagramie to co by to było?
Przede wszystkim prowadzenie konta na Instagramie to ciągłe dostarczanie contentu. Ludzie zaglądają na dany profil z jakiegoś powodu. Liczą na inspirację, rzetelną informację, poprawę humoru, prosty patent, ciekawostki i tak dalej… Trzeba mieć na siebie pomysł. Nawet jeśli chcemy przekazywać lekkie, zabawne treści, warto zrobić sobie plan i założenia. Ważna jest też systematyczność.

Czyli regularne przypominanie o sobie swoim odbiorcom?
Ludzie powinni przyzwyczaić się do nas i traktować wizytę na naszym profilu jako codzienną czynność towarzysząca np. porannej kawie. Trzeba po prostu być. Jeśli ktoś chce zbudować sensowną społeczność, musisz być tam obecny regularnie, najlepiej codziennie. Żeby zyskać zaangażowanych, autentycznych ludzi, to i my musimy się zaangażować. Nie jestem w stanie zliczyć godzin, jakie poświęciłam na odpisywanie na prywatne wiadomości, montowanie Instastory, obróbkę zdjęć, czy odpisywanie na komentarze. Pomysł na content, zaangażowanie, systematyczność – do tego trzeba dorzucić autentyczność i spójność. Kamera czuje fałsz bardziej niż ludzkie oko. Ja na Instagramie jestem taka sama jak w życiu, tylko mniej przeklinam.

Patrycja Jaskot travelover

Twoi odbiorcy to czują?
Ludzie oczekują prawdy, wiarygodności. Telewizja narzuca pewne schematy, a “szklany” ekran buduje dystans. W Internecie jest odwrotnie. Wszyscy jesteśmy ludźmi i nikt z nas nie budzi się w wyprasowanej garsonce i idealnie wymodelowanych włosach.

Czy dalej współpracujesz z telewizją TVN?

Zdarzają się drobne projekty, które nie pochłaniają mnie w całości. Teraz telewizję i media odwiedzam nie jako dziennikarz, ale częściej jako gość. Często mówię o podróżach, odpowiedzialnej turystyce, redukcji plastiku i filozofii zero waste.

Czym zajmowałaś się podczas swojej pracy w telewizji? Na blogu przedstawiasz się jako reżyserka, dziennikarka.

Moja przygoda z TVN trwała 10 lat, ale nie uważam jej za zakończoną. Trochę tęsknię za telewizją, dlatego myślę, że jeszcze do niej wrócę jeśli pojawi się większy, ciekawy projekt. Przeszłam przez te lata drogę od researchera do reżysera.

Jak wyglądały te dziennikarskie początki?
Zaczynałam w wieku 19 lat w ośrodku TVN w Katowicach. Pracowałam w TVN24, a później zostałam reporterem “Dzień Dobry TVN”. To była świetna szkoła i co ważne, pracowałam wśród ludzi, którzy pozwolili mi się rozwijać. Moja szefowa w Katowicach pozwoliła mi rozwinąć skrzydła. Zawsze szukałam w swoich materiałach autentyczności, historii, bohatera. Dlatego lubiłam tematy społeczne, ważne. Po kilku latach zdobywania doświadczenia, jako reporter wyjechałam do Warszawy i zaczęłam pracę w programie “Czarno na białym”.

Czyli tematy mocno społeczne ale też i polityczne. Odmienna tematyka od tego co robiłaś wcześniej. Praca w „Dzień dobry TVN” to jednak coś zupełnie innego.
Rzeczywiście praca przy tego typu programie była dla mnie szkołą życia. Ogrom wiedzy, praca ze świetnymi reporterami, wydawcami. W tym programie bardziej niż czas liczyła się jakość i rzetelność, nauczyłam się naprawdę wiele. Choć utarło się, że w telewizji newsowej nie ma czasu na wypieszczony obraz, to w redakcji „Czarno na białym” poza merytoryką, rozmówcami i przekazem, liczył się bardzo obraz.

Ale to wciąż polityka. To nie jest do końca spójne z twoim obecnym wizerunkiem.
Zgadza się. Polityka nie jest moim zawodowym spełnieniem. Marzyłam o połączeniu mojej pasji do telewizji z podróżami i tak zaczęłam pracę w różnych programach. Poza “Azją Express” i “Ameryką Express”, których realizacja była dla mnie przygodą życia, pracowałam przy kilku produkcjach dla TVN Style. Reżyserowałam także program kulinarno-podróżniczy “David w Europie” dla Kuchni+. Robiłam kilka niestandardowych projektów jako realizator w TVN Emotion.

Dziennikarstwo ma w sobie coś z misji, ale też niezwykle wciąga.
To jest fascynująca robota. Faktycznie trzeba mieć pewne predyspozycje by podołać wyzwaniom, działać pod presją czasu i ciągłej oceny innych, ale to wielka przygoda. Kiedy byłam reporterką najbardziej fascynowało mnie to, że wciąż się uczę i mam informację z pierwszej ręki, u źródła. Nie muszę oglądać filmu dokumentalnego na temat tego, jak działa serce człowieka. Jadę z kamerą do profesora Zembali na Kardiochirurgię do Zabrza, a profesor bierze mnie za rękę i mi pokazuje. To jest pompa prof. Religii, tutaj pan Daniel miał przeszczep, porozmawiaj z panem, jak się czuje. Drugiego dnia jedziesz do więzienia i siedzisz w celi Trynkiewicza. Trzeciego dnia rozmawiasz z kobietą, która w ciąży zachorowała na raka i wyzdrowiała, a czwartego lecisz szybowcem z Sebastianem Kawą. Telewizja uczy życia.

Czy to dziennikarskie doświadczenie pomaga ci w aktywnościach w sieci?
Dziennikarski warsztat to świetny fundament – świadomość słowa, rzetelność, poczucie odpowiedzialności za słowo, kompetencje językowe i umiejętność bawienia się językiem, tworzenie konkretnych i zwięzłych treści.

A w biznesie? Jakie kompetencje się przydają?
Umiejętność rozmawiania z ludźmi, otwartość, kreatywność i poszukiwanie przeróżnych rozwiązań. Ja nie mam schematów, szukam wielu dróg i sposobów, bo zawodowo nie wywodzę się ze środowiska stricte biznesowego, a twórczego.

Myślisz, że jesteś odważna? Sądzisz, że kobiety są dziś bardziej aktywne? W mediach zaczął funkcjonować taki wzorzec aktywnej, silnej kobiety która nie czeka tylko realizuje marzenia i pomysły. Wpisujesz się w ten trend?
Myślę, że jestem odważna. Nie boję się życia i decyzji. Kiedy oznajmiłam moim znajomym z telewizji, że rezygnuję z dobrego stanowiska, bo idę w Instagram i bloga, niektórzy kręcili głową i stukali się w czoło. Dziś, piszą mi, że niesamowicie się rozwinęłam i to był dobry krok. Dzięki działalności w social mediach, fascynacji influencing marketingiem, udziale w branżowych konferencjach i spotkaniach, poznałam masę wspaniałych kobiet. Ogarniętych kobiet – to słowo chociaż potoczne, jest bardzo trafne, bo łączy w sobie pomysłowość, zaradność i odwagę. Co więcej, te kobiety potrafią ze sobą współpracować i wzajemnie się inspirować. Mam poczucie, że nic mnie nie ogranicza, że w zasadzie mogę zrealizować każdy pomysł, jaki przyjdzie mi do głowy. Czuję się wolna. Choć życie freelancera albo prowadzenie własnego biznesu to cały wachlarz emocji, nie zawsze pozytywnych. W tym rozrachunku jednak zyski, dodam, że niekoniecznie materialne i tak są dla mnie większe od strat.

Czy swoją działalność w sieci można zmonetyzować? To przyszło w twoim przypadku przy okazji?
W ogóle się nie spodziewałam, że założenie bloga i prowadzenie konta na Instagramie zmieni moją ścieżkę zawodową. Trochę się to wymknęło spod mojej kontroli, bo okazało się, że im bardziej jestem sobą, tym więcej ludzi jest wokół mnie. Pamiętam, że po przekroczeniu liczby 7 tys. followersów zaczęły na moją skrzynkę mailową spływać propozycje współpracy. Wtedy dowiedziałam się o istnieniu agencji zajmujących się kampaniami z influencerami. Robiłam wszystko sama, po omacku, ucząc się na własnych błędach.

Influencer marketing rozwinął się w Polsce w ostatnich kilku latach?

Kiedy zaczynałam, nie był taki jak dziś. Wtedy raczkował, dziś przeżywa boom. Nie było tylu eventów, możliwości networkingu. Mój Instagram zaczął się rozwijać, a wraz z nim ja zaczęłam się wręcz pasjonować influencer marketingiem, jako dziedziną, która zmieniła model biznesowy wielu branż. Zaczęłam jeździć na ważne eventy, brać udział w wykładach, uczyć się od lepszych od siebie. Pojawiałam się w mediach jako ekspert, zaczęłam realizować fajne kampanie. Dziś mogę przyznać, że z Instagrama można żyć i to całkiem nieźle. Dla mnie także zaskoczeniem było to, że nagle pojawiłam się w „Rankingu Najbardziej Wpływowych Blogerów” Jasona Hunta.

jaskot closh store

Serwisy społecznościowe są jednak ogromną pokusą do zabierania głosu częściej niż to jest konieczne. Czy starasz się ograniczać swoją aktywność w temacie prywatności, polityki?
Wyznaczam w social mediach granicę i pokazuję to co ja chcę, nie muszę pokazywac wszystkiego. Czasami słyszę od ludzi, którzy chcieliby rozkręcić Instagram, bo np. prowadzą ciekawy biznes, że może i by zaczęli coś tam nagrywać i robić, ale nie chcą pokazywać swojej prywatności. „Nie musisz” – zawsze odpowiadam. Ja nie wypowiadam się na tematy polityczne. Raz zabrałam głos na temat dyskryminacji homoseksualistów, bo ten temat stał się polityczną grą i dotknął wielu moich homoseksualnych przyjaciół oraz wsparłam strajk kobiet. Na traveLover nie ma polityki. Nie ma też mojej sypialni, szuflady z bielizną i relacji wideo na temat mojego związku.

Twój wizerunek wydaje się przemyślany. Począwszy od bloga, dla którego kontynuacją stała się marka. Myślisz, że spójność wizerunkowa jest konieczna? Jak udało ci się ją wypracować?
Spójność buduje zaufanie i wiarygodność twórcy internetowego. Od prawie dwóch lat głośno mówię o redukcji plastiku i filozofii zero waste. Pod okiem moich odbiorców wprowadzam w swoim otoczeniu zmiany, szukam rozwiązań, testuję produkty, które są zdrowszymi dla mnie i dla planety zamiennikami. Kilka miesięcy temu pewien producent napojów w plastikowej butelce zaproponował mi współpracę. Mimo odmowy, marka podbijała wycenę, klient się uparł, że chce w kampanii traveLover. Gdybym na to przystała, nie musiałabym pracować i martwić się o pieniądze dwa, może trzy miesiące. Ale czy wyobrażasz sobie, że po takim czasie walki z plastikiem, nagle rekomenduję mojej społeczności słodki napój w plastikowej butelce? Wizerunek można stracić tylko raz.

Rozmawiał Piotr Zieliński

Patrycja Jaskot Closh

Patrycja Jaskot – dziennikarka, reżyserka, założycielka marki Closh. Prowadzi bloga TraveLover. Odwiedziła ponad 60 krajów.
Marka Closh – link
Blog TraveLover
Instagram – TraveLover

kopiuj tekst pobierz jako docx

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.